cywinski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

28.07.04, Przerośl

Praca nad Stefczykiem uległa zahamowaniu, bo jest nieporozumienie dotyczące umowy: przysłany mi formularz przewiduje automatyczne odstąpienie praw autorskich wydawcy, a na to ja iść nie chcę. Wysłałem list negocjujący, ale obawiam się, że to może obalić cały układ o książkę, a może i jego dalszy ciąg, czyli sponsoring dla projektowanego czasopisma. Trudno, panowanie nad własnym dorobkiem jest dla mnie niezbywalnym elementem swoistej suwerenności.
Wczoraj – mimo tych przeszkód – myślałem dalej nad tekstem, ale dalej nie pisałem. Żeby jednak nie tracić czasu, siadłem i w ciągu pięciu godzin uporałem się z napisaniem i wysłaniem do wydawnictwa wstępu do książki Dzw. Co więcej, jestem z tego krótkiego tekściku zadowolony, a fakt, że wykonuję to kilka dni przed proponowanym mi terminem, też się liczy.
Bilans pracy kształtuje się więc tak: 122:20=6h 06′ dziennie, w tym Stefczyk – 117h, czyli 5h 51′ dziennie.
Intensywna praca nad konkretnymi zadaniami redukuje myślenie swobodniejsze. Brak czasu i nastroju, by filozofować.Trochę mnie ten reżym roboty uwiera, ale w sumie jestem z takiego układu rad.
Kolejny raz okazuje się, że dobrze jest zbyt szybko nie podejmować żadnych ostatecznych decyzji, a tym bardziej ich nie ujawniać. Jeśli Stefczyk miałby ulec poronieniu, zrobiłoby się miejsce na wykłady w Witebsku, dotąd na wszelki wypadek nie odwołane… Pozostawianie tej kwestii do ostatniej chwili w zawieszeniu jest dla mnie dość wygodne, natomiast byłoby nie do przyjęcia dla żadnego przyzwoicie zorganizowanego uniwersytetu. W Witebsku i tak nikt nie będzie się tym przejmował aż do tygodnia poprzedzającego termin mojego ewentualnego przyjazdu, więc mogę sobie i ja pozwolić na takie zawieszenie decyzji, przynajmniej do czasu, kiedy MEN nie będzie wymagał jednoznacznej odpowiedzi.
[...]Wieczór. Za mną już siedem godzin przy biurku, w tym sześć – Stefczyka. Mam napisane 22,5 tysiąca, podczas gdy umowa przewiduje od 216 do 270 tysięcy. Oznacza to 8 do 10% całości, a wygląda jak nieduży wstęp + pierwszy rozdzialik, poświęcony młodości do matury. Rozdział drugi powinien obejmować studia i pracę nauczycielską. Robienie go tutaj jest prawie niemożliwe, bo mięsem będzie tu rozprawa o Kościuszce, dostępna tylko w BN, a może i jakieś archiwalia z UJ. Pisał jakąś pracę o Bolesławie Śmiałym – jakoby rozprawę „doktorską”, o ile wiem, nie drukowaną – powinienem do niej dotrzeć. Sądzę więc, że bez dwóch-trzech dni w Krakowie ten rozdział się nie obejdzie. Przedtem potrzebne są co najmniej trzy dni w Warszawie, na Kościuszkę, ewentualnie na krótką historię UJ w latach 1880-tych, to musi być gdzieś omówione szczegółowo i nietrudne do znalezienia. Stąd – albo pisać ten rozdział zaraz, zostawiając miejsce na omówienie jego prac po dotarciu do nich, albo odłożyć go na czas późniejszy, a teraz wleźć w sprawy chłopskie. Nie jestem zdecydowany. Sprawy chłopskie wymagają przede wszystkim kolejnego wzięcia książek z ulicy Jasnej na weekend, bo tu tego też nie da się na serio robić. A w tej sytuacji zmiana kolejności robót w żadnym stopniu mi nie załatwia przyśpieszenia pracy, więc raczej piszę teraz uniwersytet po łebkach, a w Warszawie go pogłębiam. Natomiast na najbliższe dni można spróbować coś wyciągnąć z biblioteki kolegium nauczycielskiego w Suwałkach. Pani dyrektor, jeśli jest u siebie na wsi, to chyba raz w tygodniu bywa w Suwałkach i mogłaby mi swoją bibliotekę otworzyć… W takim układzie mógłbym pchnąć naprzód przypisy do „Baśni…” Trzeba je jutro rano obejrzeć, a potem do pani dyrektor zadzwonić… Bilans po dzisiejszym dniu:130:21=6h 11′, w tym Stefczyk 124:21=5h 54′.

26.07.04, Przerośl

Dziś zaczyna się następny etap letniego egzaminu: dzieci wyjeżdżają, z dziadkami zostają wnuki. Odpowiedzialność rośnie bardzo wydatnie, a równocześnie dom robi się pustawy i cichszy. Okazuje się, że hałas robią tu wcale nie malcy, ale młode pokolenie. Jest przedpołudnie, niedawno wróciłem z Olecka, dokąd odwoziłem na autobus Marynię. Ania z Pierrem i Paweł też powolutku szykują się do odjazdu. Pogoda słoneczna, wyszedłem z komputerem do „ogrodu” – i jest mi dobrze.
Wczorajszy Stefczyk poszedł nieźle ilościowo, ale nie jestem pewien, czy jest to tekst w dobrym gatunku. Szesnaście tysięcy znaków, to za mało, by ocenić, jaka z tego powstaje książka.

25.07.04, Przerośl

Wczoraj, pracując sześć godzin, pchnąłem tekst o 7 tysięcy znaków, ale czuję się tym trochę zmęczony. Byliśmy też wczoraj po południu we dwójkę z Marynią na „Dropiach”. Jest tam rzeczywiście ładnie i dziko, to chyba jedno z ostatnich takich miejsc w Europie. Mam wrażenie, że dałoby się tam jeszcze w tej chwili kupić gdzieś z hektar nieużytku i załatwić jego oficjalną zamianę w działkę budowlaną. Gdybyśmy mieli z 10 tysięcy złotych leżących bezczynnie, warto byłoby w to je zainwestować, bo ta ziemia będzie szybko rosnąć w cenę. Ale nie mamy, więc nie ma sprawy. Marynia miesiąc temu zrobiła prawo jazdy, więc pasjonuje się prowadzeniem auta, Beyssaki pożyczają jej swoje „polo”, prowadzi je zresztą uważnie i jeździ w terenie już nieźle, raczej nie niszcząc samochodu. Paweł od wczoraj choruje, jeszcze nie wiadomo, co to będzie i czy nie pozarażamy się od niego wszyscy. Jutro zresztą Ania z Pierrem i Marynia chyba stąd wyjadą, zostawiając nam wnuki i chorego Pawła – nie wiem, czy to nie za dużo naraz. Ale zobaczymy…
Ciche, senne, niedzielne popołudnie. Beyssaki wzięły oboje dzieci i pojechały do Rakówka, Paweł chory drzemie w naszym łóżku – zarazi nam je, ale ma tam spokój, ja dzięki Maryni dotarłem do moich maili. Wśród nich sympatyczne zaproszenie na lokalne święto Trzech Kultur do Włodawy na 18-19 września – od jednej z moich słuchaczek z Czudca. Chętnie bym je – wbrew rozsądkowi – przyjął, gdyby pojechała tam ze mną Małgosia. Skróciłoby to letnią Przerośl o kolejne 4 dni, ale mogłoby być socjologicznie ciekawe. Inny nieodebrany mail przyszedł od dyrektora wydawnictwa Apostolicum, który skłonny jest wydać tom mojej publicystyki i pyta, co o tym sądzę. Też trzeba się nad tym zastanowić. Gdyby udało się tam wsadzić te teksty, z których jestem naprawdę rad, to mogłoby to być dobre zagranie. Wydawnictwo jest mało znane, ale jeśli o szeroką publiczność, to ona teksty te poznała w „Rzeczpospolitej”, a teraz szłoby raczej o pokazanie pewnego kierunku refleksji ideowej właśnie swoim, czyli katolikom, albo wręcz klerowi. Trzeba więc do tego dyrektora odezwać się przed końcem lipca, bo wtedy wraca z urlopu i popróbować negocjacji. A tymczasem – wracajmy do Stefczyka…

23.07.04, Przerośl

Robota nad książką posuwa się. Plan całości po namyśle zmieniłem na strukturę 16 krótkich rozdzialików. Mam napisany trzy-stronicowy wstęp i mimo braków w lekturach wiem, jak pisać dalej. Po dwóch tygodniach pracy, dość wytężonej, ale spokojnej, bilans czasu wyniósł 77:14=5,5 h dziennie. Nie jest to wymarzone 7,0, ale nie jest też źle. Jeśli takie tempo utrzymam stale, to do jesieni zdążę napisać całość.
Życie rodzinne rozwija się burzliwie, kłócimy się w różnych układach i w różnych sprawach, ale jakoś ze sobą wytrzymujemy.

21.07.04, Przerośl

Paweł zrobił nam niespodziankę i przyjechał już. Duża frajda, tłok w domu. Gdyby tak jeszcze przyjechali tu Piotrowie z Zosią, to okazałoby się, że nawet Przerośl jest za mała, żeby naszą najbliższą rodzinkę pomieścić. I tak zresztą dziś ktoś chyba będzie musiał iść spać do młyna lub do namiotu.
W prasie informacje o naszych w PE. Bronek startował do przewodnictwa w Parlamencie, przepadł, ale z honorowym wynikiem stosunku głosów. Sariusz Wolski i Janusz O. należą do czternastki viceprzewodniczących, co jest dużym sukcesem. Widząc jednak ich zaangażowanie w tamte układy, cieszę się, że mnie to ominęło. Próbując wejść do PE, mimo wszystko nie doceniałem wielkości wkładu czasu i energii, jakiego taka robota wymaga. Na nic innego sił już by naprawdę nie starczyło.
Należy zabrać się do Stefczyka, ale przyjazd Pawła zburzył mi wytworzony już poprzednio klimat twórczego spokoju i wyciszenia.

20.07.04, Przerośl

Popracowałem dziś trochę nad Stefczykiem i dorobiłem się szkicowego planu całości złożonej z pięciu rozdziałów. Trzy krótkie – po 20 stron – dotyczą Stefczyka, dwa długie – po 40-50 stron – historii początku dwudziestego wieku, widzianej z Galicji i fenomenu wschodnio-europejskiego ruchu ludowego w tym okresie. Taką książkę warto będzie napisać. Będzie to oczywiście zupa na gwoździu, ale mam nadzieję, że smakowita. Powysyłałem listy – do Maćka, do p.Oss., do Dariusza Krz. Dzwonił Paweł, mądrze rezygnuje z parudniowego, nieproporcjonalnie kosztownego wyjazdu na Śląsk, za parę dni przyjedzie tutaj. To miło.

19.07.04, Przerośl

Parę dni temu zostawiłem w domu samą Małgosię, dziś spotkałem tu już Anię z Pierrem i Emilką i Marynię z Jaśkiem. Miło widzieć dzieci i wnuki na wakacjach u dziadków. Jak dotąd, córeczki się nie pokłóciły, a Małgorzata nie ma im wszystkiego za złe. Stosunki międzyludzkie są dobre, międzypsie znośne, międzykocie najbardziej konfliktowe: nasza Bazylka czuje się wypchnięta z rodziny przez Gigusia i jest mu niechętna. Zabawna jest sytuacja, w której domowa suka Fajka broni przyjezdnemu kotu dostępu do domowych kociąt, którymi się opiekuje jako kochająca ciotka… Emilka ma lat osiem i już przeistacza się z dziecka w dziewczynę: zwraca uwagę na reakcje otoczenia na jej wygląd i zachowanie. Będę musiał poobserwować jej zabawy z Jaśkiem, dwuletnia różnica wieku znaczy już teraz co innego, niż dawniej. A Jaśka chciałbym poznać bliżej i znaleźć płaszczyznę jakiegoś męskiego kontaktu. Nie będzie to łatwe, bo dzieci w tym wieku są mi na ogół obce i chyba nie umiem z nimi rozmawiać, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie.
W Przerośli czekał na mnie miły, ciepły list Maćka Ł., proponujący, by całą sprawę sporną uznać za niebyłą. Muszę zaraz jutro mu na to odpowiedzieć równie serdecznie. Jakie będą dalsze układy praktyczne z „Rzepą”, okaże się w praniu, bo i Maciek przestaje być naczelnym i nie wiadomo, jakie decyzje podejmie jego następca, i ja, mając w perspektywie własne pismo, nie byłbym skłonny do szczególnej aktywizacji na łamach „Rzeczpospolitej”. Niemniej fakt otrzymania tego listu zrobił mi dużą przyjemność – potwierdziła się w tym stara więź, zarówno osobista, jak i kombatancka i ideowa.

18.07.04, Warszawa

Po trochu wymyśliłem sobie koncepcję tekstu o Stefczyku bez pytania kogokolwiek o cokolwiek. Teraz spróbuję to szybciutko napisać w wersji pierwszej siedząc w Przerośli, a potem ewentualnie pokazać to komuś z prośbą o krytykę. Jutro wracam na wieś. Jutro także Paweł kończy lat siedemnaście, a ja – sześćdziesiąt pięć. Osiągnąłem wiek emerytalny. Na emeryturę oczywiście nie przejdę, mając etat na UKSW, a póki co, także w „Rzepie”, która nie odpisała mi na mój list do Maćka i jest u mnie zdecydowanie pod kreską. Niemniej o emerytalnym wieku należy pamiętać: pewne sprawy już mnie nie dotyczą. Ma to swe minusy, ale ma i plusy. Mam zamiar je wykorzystywać bez żenady. Swoje w życiu zrobiłem, to, co będę robił od jutra, to już czysta nadwyżka. A swoją drogą, ciekawe, jak długo będę się jeszcze nadawał do pracy, a kiedy zdziadzieję – i czy będę miał tego świadomość. Bardzo nie chciałbym przegapić momentu, kiedy lepiej będzie zakończyć wszelką aktywność zawodową, bo na cudzych przykładach widzę, jak żałosne bywają takie nad miarę przedłużane epilogi.

15.07.04, Warszawa

„Podstawowych lektur” znalazłem w spółdzielczej bibliotece pięć, w tym cztery cienkie broszurki, ale udało mi się wypożyczyć wszystkie do domu za cenę pozostawienia w szufladzie bibliotekarki… paszportu. Zapowiedziałem, że oddam je w poniedziałek rano. Wieczorem spotkałem Joannę, dostałem od niej przeszło dwa metry kwadratowe kafli podłogowych do wykorzystania w łazience lub w sionce w Przerośli. Nadałem jej dane chałupy w Żytkiejmach, opowiadając o zabudowaniach, w których dałoby się urządzić pomieszczenie dla działalności uniwersytetu ludowego. Myślę serio, że mogłaby podjąć podobną inicjatywę, a my byśmy jej z radością pomogli.
Zastanawiam się, jak ożywić postać Stefczyka. Stanowi on temat, który można znakomicie zmarnować, pisząc mu bardzo słodką laurkę, albo ukazując go wyłącznie na tle społeczno-ekonomicznej historii tamtej epoki. Jak zwrócić nań uwagę współczesnej inteligencji wiejskiej, jeszcze nie wiem. Czuję jednak, że jest w tym temacie ukryta jakaś aktualnie potrzebna wartość. Idzie o to, by ją samemu rozpoznać, a potem odsłonić w pisanym tekście. Tu przydałoby się pogadać z kimś w typie Józka Tischnera, choćby ze Staszkiem G., choć jemu tej społecznikowskiej żyłki brakuje. Może nie od rzeczy byłby Janek Śr., do którego można by jutro wieczorem zadzwonić i porozmawiać, a może – poradzić się Stefana W., kto takie rzeczy czuje wśród rasowych krakauerów z ludowym zapleczem. Rzecz nie polega na wiedzy czy informacji, ale na swoistej intuicji, na słuchu nastawionym na galicyjską nutę. Boję się, żebym – pozbawiony takich krytyków – nie przerobił Stefczyka na „niepokornego” z Kongresówki czy nawet z Litwy… Statystyka wypracowanych godzin podniosła się do 33/6. Można iść spać.

14.07.04, Warszawa

Paweł wrócił szczęśliwie z dwutygodniowej włóczęgi autostopowej po Europie Zachodniej: Poznań – Bruksela – Amsterdam – Luksemburg – Bruksela – Normandia – Wersal – Condrieu – Vienne – Marsylia – Cannes – Nicea – Turyn – St Bernard – Neuchatel – Strasburg – Praha – Katowice. Jest zachwycony i zwiedzoną Europą i życzliwością obcych ludzi, którzy fundowali podróżującym chłopakom – oprócz przejazdów – także jedzenie, noclegi, zwiedzanie muzeów, a nawet jeden przejazd TGV. W tej sytuacji cała wyprawa kosztowała ich po 410 złotych na głowę, czyli zdumiewająco mało. Bogu dziękować, że to się tak znakomicie udało, bo bałem się tej wyprawy bardzo.
A ja tymczasem przyjechałem tu w pogoni za tekstami Stefczyka, do których mam dotrzeć jutro. Przy okazji spotkałem podróżników, co zrobiło przyjemność nam obu. Pojutrze wieczorem przyjeżdżają do Przerośli Ania z Pierrem i Emilką, ja będę tam nieco później, ale wszystkiego naraz mieć niestety nie można. W domowej bibliotece znalazłem dziś siedem książek, wymagających przeczytania w związku ze Stefczykiem, ale głównym celem jest Spółdzielczy Instytut
Badawczy, gdzie mają podstawowe lektury. Powiedział mi o tym p.Oss., do którego dzwoniłem rano z Przerośli. Zapowiedział też przysłanie sporej zaliczki na poczet książki ( 1/3 całości sumy) w najbliższych dniach. To bardzo dobra wiadomość. W sumie idę spać bardzo zadowolony.


  • RSS