20.03.2012

 Wiadomo, że ludzi zniewala się kijem lub marchewką. Odnoszę wrażenie, że w naszej (polskiej? tradycyjnej?) kulturze i w sugerowanej przez nią wrażliwości etycznej jeteśmy stosunkowo odporni na lęk przed kijem. Trochę się go boimy, ale tego strachu nam wstyd i żeby nas rzeczywiście zniewolić, kij musi być naprawdę gruby i sękaty. Naszą większą słabością jest natomiast to, że marchewkę lubimy bardzo. Pół wieku temu niektórzy z nas dawali się zniewolić komunie, stawali się”TW” – na ogół nie ze strachu, ale z apetytu na marchewkę… Dzisiaj błyszczący bogactwem świat oferuje nam marchewkę na każdym rogu. Kupuje naszą wolność wyjątkowo łatwo. Nieźle mi znana młoda, dobrze sytuowana kobieta uważa, że w żadnym razie nie chce obniżyć swego wysokiego standardu materialnego, owszem: chce mieć coraz więcej. Marchewka chyba wydaje się jej już życiowo niezbędna. Żal mi jej, odnoszę wrażenie, że dziewczyna ta po prostu straciła słuch do pewnych rzeczy. I nie zdaje sobie sprawy, że marchewki nigdy nie będzie dość. Przeżyje życie w samodzielnie wybranej niewoli.