Dzielni głodówkowicze „oświatowi” sprawili już przynajmniej tyle, że opinia publiczna została poruszona kwestią programów szkolnych. To dobrze, bo decydentom pokazano, że nie poruszają się w bezproblemowej próżni. Ciekawe, czy coś z tego zrozumieją. Sprawa należy jednak nie do nich, ale do nas: po pierwsze – do uczniów, po drugie – do dorosłej myślącej części społeczeństwa, po trzecie – do nauczycieli. których autorytet wychowawców został przez tych decydentów bardzo poważnie uszkodzony. Gdybym był dyrektorem szkoły, zastanawiałbym się, czy nie przejść raczej do handlu pietruszką na bazarze… Sądzę jednak, że wszyscy chętni do myślenia o sprawach społecznych powinni sobie zadać kilka pytań serio, wykraczających poza kwestię, co myślimy o jakości naszego rządu. Po pierwsze: czego można i należy wymagać od szkoły, a co trzeba w dobrze pojętym własnym interesie robić poza nią.Mój Tata chodził jeszcze do szkoły carskiej, ja – do stalinowskiej, moje dzieci uczyły się za granicą, gdzie o Polsce nie dowiadywały się nic poza tym, co same znalazły gdzie indziej,kiedy więc moje wnuki teraz trafią na znakomitą reformę oświatową naszego obecnego rządu, to będzie to zgodne z rodzinną tradycją, że sprawa własnej polskości i własnego poziomu kulturalnego jest za poważna, żeby ją oddawać w ręce fachowców od jakiejkolwiek oficjalnej oświaty. W tych kwestiach będziesz tym, czym się sam zrobisz. Jeśli nie zrobisz nic i zadowolisz się tym, co ci da oficjalna oświata, to zostaniesz dyplomowanym ciemniakiem, pozbawionym treningu w myśleniu o wartościach, a więc podatnym na wszelką manipulację. I będzie to wina nietyle p.Tuska, ile twojej wlasnej głupoty i lenistwa. 

Sprawy ważne muszą być przedmiotem twego SAMOKSZTAŁCENIA. Tak bywa niemal zawsze, bo o programach szkolnych z reguły współdecydują politycy i rynek, a obie te siły chcą tobą manipulować. We współczesnej Polsce póki co jeszcze samodzielne kształcenie się, czytanie książek i rozmowy o nich nie są karane, a internet jest otwarty i daje spore możliwości. Oczywiście 90% twych kolegów pożałuje czasu na samokształcenie, przeznaczą go na imprezowanie, albo na zdobywanie kasy – i zostaną dyplomowanymi ciemniakami. Ale 10% ludzi z ambicją bycia człowiekiem kulturalnym – to wcale nie mało. Warto należeć do tej kasty, choć kasy to nie przyniesie. Wybór należy do ciebie.

Osobiście jestem historykiem kultury, znam się trochę na Europie Środkowej i Wschodniej i na historii Kościołów chrześcijańskich na tym terenie. Ten blog mógłby się stać miejscem startowym dla porad lektur z tego zakresu – zainteresowanych proszę o wpisy i komentarze. A myślę, że z łatwością znajdą się i fachowcy od innych dziedzin, którzy mogą chętnym bezinteresownie ułatwić start do samokształcenia. Nie damy się ogłupić ministerstwu ciemnoty narodowej!   - 30.3.12