Wzywając do samokształcenia, zwracałem się przede wszystkim do młodych – do licealistów i studentów. W czasie zajęć na uczelni już po dwóch – trzech spotkaniach rozróżniam tych, którzy przyszli na uniwersytet z wykształceniem tylko szkolnym i tych, wcale nie tak rzadko spotykanych, którzy mają obyczaj czytania i myślenia na własny rachunek, a potem na wykładzie zadają kłopotliwe, ale jakże ciekawe pytania. Dziś z kolei chcę dotknąć kwestii, która odnosi do starych – czyli m.in. do mnie osobiście. Zawsze wydawało mi się, ze o problemach młodzieży mówi się mnóstwo, a o starości – znacznie mniej. Teraz sprawa emerytur rozogniła dyskusję. Ja jednak chcę mówić nie o tym. Na emeryturę – jako samodzielny pracownik naukowy – zostałem w sposób zgodny z prawem,ale bardzo niegrzeczny,wygnany w momencie przekraczania 70-tki, potem już dwukrotnie angażowany gdzie indziej, tyle, że za jedną czwartą uprzednich poborów. Okey, budżet nie człowiek, ale musi żyć i kwitnąć, ja już nie. Siedzę na wsi, żyję z emerytury parę razy większej, niż ta u moich tutejszych sąsiadów i parę razy mniejszej od wielu dawnych kolegów warszawskich sprzed trzydziestu lat – i jestem z życia zdecydowanie zadowolony. Starość oznacza koniec „kariery” – i chwała Bogu! Starość wypycha także z rynku – to wymaga ograniczenia potrzeb i czasem bywa niemiłe, ale jak dotąd, da się znieść. Wielkim plusem starości jest to, że odzyskuje się wielkie przestrzenie wolności: wolność czasu.I tu wracam do problematyki samokształcenia. Aktywnośc zawodowa czy publiczna ogromnie ogranicza szanse rozszerzania i pogłębiania zainteresowań intelektualnych. W ostatnich miesiącach znalazłem wreszcie czas na lektury, o których marzyłem od lat. Przeczuwałem, że będą ciekawe, ale okazują się wręcz fascynujące. Z tygodnia na tydzień widzę więcej i lepiej, czuję się dojrzalszy (sic!) i bardziej wolny od bzdurnych teoryjek, jakimi karmi nas dekadencka humanistyka współczesnej Europy. Poczytajcie sobie jakąś rzeczowo napisaną historię filozofii – zaczynając choćby od naszego starego Tatarkiewicza, a potem zaglądając tu i ówdzie do tekstów źródłowych i zobaczcie, jak żałośnie niedouczeni są nasi współcześni autorzy w porównaniu z pisarzami bizantyjskimi, arabskimi czy europejskimi sprzed 1500, 1200 czy 800 lat. Wiemy dziś niby więcej, ale rozumiemy mniej od tamtych.

Kiedy się starzejesz, wolno ci już być niemodnym. Skorzystaj z tego w wymiarze intelektualnym. Nie pożałujesz.

                                                   5.4.2012