Należę do grona członków honorowych warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. To chyba wysługa lat, wstąpiłem do niego +-52 lata temu. Bywam tam bardzo rzadko, mieszkając obecnie około 300 kilometrów od Warszawy. Poszedłem tam dziś na panel dyskusyjny: Współczesna Białoruś i doświadczenie polskie. Było to ciekawe, dyskutowali Białorusini, a wśród nich znajomy mi sprzed kilkunastu lat Liawon Barszczeuski, wielka postać tamtejszej opozycji, w ogóle wypowiedzi gości zza wschodniej granicy były bardzo interesujące i ważne. Słuchała ich licznie zebrana licealna młodzież białoruska, spędzająca tu czas na wakacyjnym obozie. Głownym mówcą polskim był mój kolega sprzed lat, Heniek Wujec. Cenię go bardzo, ale dziś mnie wkurzył. Swoją wypowiedź zbudował tak: na przełomie lat 1980-tych i 1990-tych zbudowaliśmy w Polsce demokratyczne państwo, choć nam nikt nie pomagał. Teraz popatrzcie na nasz przykład i zróbcie u siebie to samo. (Oczywiście złośliwie upraszczam jego kulturalną i ciekawą wypowiedź, ale jej sens ogólny wydał mi się własnie taki). Przypomniała mi się w tym momencie wypowiedź Jacka Kuronia na analogiczny temat w Kijowie, gdzieś w połowie lat 90-tych. Jacek, niewątpliwie jeden z architektów Okrągłego Stołu, też mówił o naszych osiągnięciach polityczno-ustrojowych, ale także o błędach – i wypowiedż jego miała sens przestrogi: „nie poróbcie głupstw, jakie myśmy porobili, uważajcie na każdy krok, żeby swoje przemiany zrobić sprawniej, niż wyszło to nam. Było to nie tylko bardziej przekonywujace dla słuchaczy, ale i – przede wszystkim – prawdziwsze. Niezależnie od tej mojej złośliwości wobec Heńka, spotkanie w KIK-u bardzo mnie ucieszyło. Takie inicjatywy mają sens często przekraczający nasze wyobrazenia. Kilkadziesiąt osób – młodych inteligentów białoruskich – dostało dziś cenny zastrzyk. Jestem historykiem idei w Europie Wschodniej i wiem, jak takie zastrzyki potrafią działać. Stało się coś dobrego.